sobota, 21 listopada 2015

...bo brzuch buduje się w kuchni, czyli dlaczego milczałam.


Znasz ten moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że powiedziałeś "jak to zjem to świat się nie zawali" o raz za dużo?
A właściwie o kilka razy za dużo.. 
Będąc ściślejszym o kilka tygodni za dużo.


Wiecie jak to jest, jakiś wyjazd, impreza,jedna, druga, kolejna, tu zjesz słodkości, tam wypijesz kilka piwek i nagle wpadasz w błędne koło śmieciowego jedzenia.
 "Skoro i tak już zjadłam lody, to jak wypiję dzisiaj też winko to nic się nie stanie. Wrócę do diety od jutra". Tak to sobie tłumaczyłam. Przez ponad 2 miesiące.

I pewnego dnia spojrzałam na wagę, później w lustro i się przeraziłam.
Wszystko, co udało mi się dotąd wypracować poszło się j...ć.
A muszę dodać, że ćwiczyłam tak samo intensywnie jak wcześniej, nie pomijałam treningów.
Tylko dietę odpuściłam. A raczej- aż.
I dopiero wtedy zrozumiałam, że powiedzenie, że brzuch budujemy w kuchni jest .. prawdziwe.

To był powód mojego dłuższego milczenia, trochę się wstydziłam tego, że odpuściłam.

Nie przeciągając już dłużej, po tym okropnym momencie przebudzenia wracam powoli (niestety powoli, to co tak łatwo straciłam przez kilka tygodni będę odzyskiwać jeszcze dłużej) do formy.

Poniżej KU PRZESTRODZE, zdjęcie sprzed i po śmieciowym jedzeniu.






7 komentarzy:

  1. Ja zawsze powtarzam, że małe odstępstwo od diety, to nie jest nic strasznego i nie powinieneś się winić za to, że zjadłeś batonika. Problem właśnie zaczyna się wtedy, gdy zaczynasz myśleć "dobra, skoro zjadłem dziś batonika, to mam beznadziejny dzień, to teraz sobie jeszcze pizze zjem i zapije colą".
    Właśnie by uniknąć takiego myślenia trzeba przyjąć, że jeden batonik to nic złego. Życie się toczy dalej i kontynuuję dietę od teraz, a nie od jutra.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam takie podejście, że zawsze, zanim ulegnę zachciance typu batonik, staram się przez chwilę pomyśleć, czy:
    a) naprawdę jestem głodna (z reguły nie jestem, a jeśli już jestem, to i tak przecież jeszcze nikt się nie najadł batonikiem...)
    b) czy warto? W moim przypadku każde zrzucone 0,5 kg jest wyczynem (serdecznie pozdrawiam moje wariujące hormony), a taki batonik (ok. 300 - 500 kcal) to przynajmniej godzina intensywnych ćwiczeń, w czasie których wolałabym palić tłuszcz, a nie tego batonika... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nawet będąc w ciąży staram się nie jeść wszystkiego na co mam ochotę, ale czasami chęć na coś śmieciowego jest tak olbrzymia.....

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie obecnie na odwrót. Staram się jeść dobrze, ale za to trenuję bardzo nieregularnie, a raczej wcale, ponieważ inne obowiązki dały mi się we znaki i to na nich muszę się teraz skupić. A szkoda, ponieważ w październiku wyglądałam naprawdę fajnie, a teraz niestety znowu powoli obrastam w tłuszczyk...
    Podobnie jak Fitnesowiec uważam, że odstępstwo od diety raz na jakiś czas to nic strasznego. Często jednak robiłam właśnie tak, że "skoro już zjadłam ten kawałek czekolady, to wezmę jeszcze ciasto, a wieczorem wsunę chipsy". A to niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Spokojnie, nie wiń siebie...ja dziś zjadłam chipsy...których nie jadłam...uuuu...bardzo długo...jestem nimi przejedzona...czasami człowiek potrzebuje tej czekladki, tego chipsa, czy śmieciowego jedzenia...grunt, żeby nie było to częste :) Wrócisz do formy prędzej niż myślisz :)

    OdpowiedzUsuń